Paweł Brzózka, urodzony w Łodzi w 1968 roku, to jedna z legend polskiej kulturystyki. Wielokrotny mistrz Polski, dwukrotny mistrz Europy i trzykrotny mistrz świata w parach — od lat inspiruje nie tylko swoją sylwetką, ale też podejściem do pracy nad ciałem i charakterem.




Elżbieta Borecka-Brzózka
, pochodząca z Zabrza, weszła w świat fitnessu w latach 90 i szybko zaczęła odnosić sukcesy: w swojej przebogatej karierze sięgnęła po tytuły Mistrzyni Europy i Świata.



Dziś razem tworzą nie tylko małżeństwo, ale i zgrany duet trenerów, prowadzących renomowany klub „Max Gym” w Myszkowie. Ich wspólna historia to opowieść o determinacji, dyscyplinie i pasji, które stały się fundamentem zarówno kariery, jak i życia prywatnego.


Ta konsekwencja i dbałość o szczegóły przekłada się również na inne obszary ich życia — także na wybory estetyczne i przedmioty codziennego użytku. Dzięki ich uprzejmości, porozmawialiśmy sobie kilka chwil o zegarkach - o tym, jak je noszą, co dla nich znaczą i dlaczego zdecydowali się między innymi wybierać mikrobrandy z Aeon, opowiadają w naszym wywiadzie.


Mini-wywiad: Elżbieta i Paweł Brzózkowie dla Aeon

1. Dyscyplina i czas

Sport uczy systematyczności i pracy nad sobą. Czy zegarek ma dla Was także taki wymiar – symbol dyscypliny i kontroli nad czasem?

PAWEŁ: Kiedy zaczynaliśmy zajmować się sportem, telefony komórkowe nie były czymś popularnym i wszechdostępnym, jak teraz. Ważna z kolei była bardzo dla nas dieta. Spożywanie określonych posiłków o określonych porach. Taki tryb życia i treningu wręcz dosłownie wymuszał na człowieku „przygodę z zegarkiem”. Ja sobie specjalnie do tych celów sprawiłem wtedy oddzielny zegarek. Służył mi jako „przypominacz” właśnie w zakresie odżywiania się i systematyczności oraz dyscypliny diety i ćwiczeń. Takim pierwszym wartym wymienienia zegarkiem, który zakupiłem jeszcze w szkole była kwarcowa Certina. Funkcję budzika z kolei spełniała u mnie Festina, też w kwarcu.

ELŻBIETA: U mnie działa to w sumie dosyć podobnie. W końcu to ta sama branża, hahaha… Na pewno zegarek jest w dużym stopniu narzędziem symbolizującym samokontrolę, dyscyplinę i… pracę z czasem. U mnie, w tej swojej roli „narzędziowej”, przede wszystkim przydaje mi się przy treningach siłowych i zajęciach fitness. Odmierza czas między seriami lub mierzy czas wykonywanych ćwiczeń w treningach funkcyjnych i fitness. Tak, myślę, że ten wymiar związany z systematycznością i pracą nad sobą ma mocne konotacje z odmierzaniem czasu, a więc i w konsekwencji z zegarkami.





2. Styl i osobowość

Czym dla Was jest zegarek na co dzień – tylko narzędziem do odmierzania czasu, czy też elementem stylu i wyrażenia siebie?

PAWEŁ: W młodości podziwiałem Arnolda Schwarzeneggera, oglądałem z nim każdy film, który udało mi się złapać. Oczywiście nie mogę nie wymienić też Sylvestra Stallone. To byli goście! Jeden i drugi, chociaż trochę inaczej, to „kawał chłopa”, a do tego nosili często i w filmach i prywatnie konkretne, spore zegarki. Dzięki tym obserwacjom łyknąłem bakcyla na firmę Panerai. Spodobały mi się ich zegarki. Gdybym koniecznie musiał nosić zegarki wyłącznie jednej marki, to chyba byłby to właśnie Panerai. A bardziej ogólnie? Zegarek na nadgarstku mężczyzny po prostu mi się podoba. Aktualnie funkcjonuje oczywiście bardziej jako rodzaj biżuterii niż narzędzie. Dla mnie to sposób na częściowe przynajmniej wyrażenie swojej osobowości i tego, jaki styl lubię, co mi odpowiada. Myślę, że akurat ten rodzaj biżuterii, to coś, co powinien posiadać każdy facet. Może nawet jako jedyny albo przynajmniej mocno podstawowy rodzaj biżuterii. Rasowy zegarek naprawdę dobrze wygląda na męskiej – najlepiej porządnie umięśnionej (haha) – ręce.

ELŻBIETA: Ma, naturalnie, tę swoją funkcję praktyczną i ona nie jest zupełnie bez znaczenia. Chociaż, jak wszyscy wiemy, teraz można mierzyć czas super precyzyjnie i bez klasycznego zegara, czy zegarka. A więc w sumie ta rola chyba trochę wyewoluowała… Czyli czym jest dla mnie tak naprawdę zegarek..? Jest trochę jak bielizna. Cieszy oko i dodaje elegancji dłoniom. Zegarek traktuję trochę jak dyskretny detal, który nie musi rzucać się w oczy, ale potrafi zmienić całe wrażenie. To dla mnie taki mały akcent stylu – coś, co podkreśla charakter, a przy tym sprawia, że czuję się bardziej kompletna. Lubię, gdy zegarek współgra z biżuterią albo strojem, ale równie dobrze potrafi być jedynym dodatkiem. Dobrze dobrany zegarek potrafi subtelnie opowiedzieć o kobiecie (i o mężczyźnie również!) więcej niż wiele słów.





3. Wybór Aeon

Dlaczego zdecydowaliście się na zegarki właśnie z Aeon? Co Was przekonało do tych mikrobrandów?

PAWEŁ: Z czasem, moje zainteresowanie zegarkami przybrało wymiar nieco szerszy, w tym i taki trochę hobbystyczy, powiedziałbym. W pewnym momencie, zarejestrowałem się na forum przy Klubie Miłośników Zegarów i Zegarków. Powoli, stopniowo zacząłem wzbogacać mój skromny zbiorek o kolejne pozycje. Wymieniałem opinie z innymi forumowiczami, dowiadywałem się różnych nowych rzeczy. No i tak się złożyło, że na tym właśnie forum zaciekawiły mnie posty fajnie, moim zdaniem, piszącego o zegarkach i nie tylko gościa, którym okazał się być Jarek, właściciel Aeon. Koleś zwrócił moją uwagę także sposobem wypowiadania się: inteligentnym, z klasą. Sam mam spory problem z tym, żeby nie uruchomić modułu „agresora” w różnych sporach, hahaha, a u niego zauważyłem umiejętność innego podejścia do tematu. I nawet mieliśmy na forum „lekkie zwarcie”, a jego podejście tym bardziej mnie przekonało. Weszliśmy w dialog, okazało się, że mamy wspólną płaszczyznę. Kiedy okazało się, że Jarek to również Aeon, stwierdziłem w jakiś taki naturalny chyba sposób, że jeżeli mogę kupić zegarek z dowolnego źródła, to dlaczego nie zostawić tych moich pieniędzy u kolegi z forum? Mogę się z nim w różnych kwestiach nie zgadzać, ale szanuję go i podoba mi się jego sposób bycia oraz argumentowania i dlatego też, jeżeli mam „nakrętkę” na zegarek dostępny w Aeon, np. Venezianico, to zawsze wybiorę właśnie sklep Jarka. A że Aeon oferuje też parę marek niedostępnych gdzie indziej, to jeszcze prościej. Tak było np. z RZE, które mogłem kupić bezpośrednio u producenta albo w Aeon. Wybrałem, oczywiście, to drugie rozwiązanie. Bo, chociaż w Aeon ceny są z reguły niższe niż u konkurencji, to i tak najbardziej dla mnie liczy się człowiek, który za tym wszystkim stoi.

ELŻBIETA: U mnie to wyglądało trochę inaczej niż u Pawła, bo sama z siebie raczej bym na Aeon nie trafiła. To on pierwszy zaczął mi pokazywać te zegarki, opowiadał o nich i zarażał swoim entuzjazmem. Ja na początku traktowałam to bardziej jako jego pasję, ale kiedy zobaczyłam, jak podchodzi do swojej działalności Jarek i, oczywiście, jakie marki Paweł wybiera, zaczęłam patrzeć na to, że tak powiem, inaczej i przychylniej. Spodobało mi się, że to nie są rzeczy, jak to się mówi „oklepane”, z tak zwanej „masówki”, tylko zegarki ze swoim własnym DNA i unikatowym charakterem. W pewnym sensie poszłam początkowo za Pawłem, ale dziś już oboje doceniamy, że Aeon to nie tylko sklep, ale też miejsce, w którym czuć pasję i autentyczność.







4. Symbol

Wasze życie to ciągła praca nad sobą, pasja i konsekwencja. Czy zegarek, który nosicie, ma dla Was też znaczenie symboliczne – coś, co przypomina o tych wartościach?

PAWEŁ: Czym jest dla mnie zegarek..? Trochę już wspomniałem – to na pewno męska biżuteria. Czy jest narzędziem..? Też. Ale to takie narzędzie, które się kocha, do którego masz pewien szacunek… Posiadam w tej chwili około trzydziestu zegarków, z których każdy staram się systematycznie – rzadziej lub częściej – nosić. Chyba dałem się wkręcić w historie o duszy zegarka mechanicznego, bo często wybieram danego dnia zegarek do założenia, żeby… nie było mu przykro, żeby też miał trochę radości z bycia potrzebnym, hahaha… Tak, serio – traktuję zegarki osobowo. Żadnego zegarka, który kupiłem, nigdy nie sprzedałem. Wiem, wiele osób powie, że to dziwne albo wręcz dziwaczne, ale po prostu tego nie robię. Posiadam wszystkie zegarki, które kiedykolwiek kupiłem. Łącznie z tym pierwszym zakupionym za pierwsze zarobione pieniądze, na które sam zapracowałem. W tamtych czasach, kiedy go kupowałem, w okresie „radosnego” socjalizmu, miał on wartość miesięcznej pensji mojego ojca. Był więc dla mnie i z tego powodu przedmiotem naprawdę drogocennym. Powiedziałbym, że bardzo szanuję zegarki. Szanuję je, ale ich używam. Bo jest grono osób, które swoje zegarki szanują, ale jednocześnie je jakby czczą. Nie noszą, owijają w folie i tak dalej. Ja nie. U mnie to raczej działa trochę tak, jak miłość sportowca do swojego narzędzia pracy. Na przykład, dla kierowcy wyścigowego takim narzędziem jest jego samochód. Wykorzystuje go jako instrument do osiągania sukcesu, ale jednocześnie szanuje go i kocha. Pomimo tej miłości i szacunku, nie oszczędza go przesadnie, nie robi z niego przedmiotu kultu. I u mnie podobnie jest z zegarkami. Ja je wszystkie noszę. Nie ma żadnego „foliowania”, nic z tych rzeczy. Tak samo dobrze traktuję przy tym zegarka za kilkaset złotych i za kilkanaście tysięcy.

ELŻBIETA: Dla mnie zegarek też ma wymiar symboliczny, ale trochę inny niż u Pawła. Chociaż jestem kobietą, to jakoś tak się składa, że…lubię te większe zegarki, czasomierze o jakby bardziej męskich cechach – są dla mnie znakiem siły, konsekwencji i takiego spokojnego zdecydowania. Kiedy noszę taki zegarek, czuję się bardziej pewnie, jakbym miała przy sobie coś, co przypomina o tym, żeby być wytrwałą i nie odpuszczać. Może to zabrzmi banalnie, ale zegarek jest dla mnie też takim cichym przypomnieniem, że czas ma swoją wartość i nie warto go marnować. To niewielki przedmiot, a potrafi dodawać odwagi i elegancji jednocześnie – i właśnie w tym tkwi jego symbolika dla mnie.