Czas, rytm, wybór. Rozmowa z Jakubem Rene Kosikiem


Jakub Rene Kosik: producent, DJ i twórca związany z muzyką elektroniczną od

blisko trzech dekad. Wydaje pod własnym nazwiskiem, ale również pod pseudonimami (Lincoln Six Echo, Magic Between Us, Terror Smith). Ma ma koncie współpracę z Peppermint Jam, Plastic City, Baroque Records, czy Tronic Records. Grał z wieloma największymi artystami sceny klubowej, w tym m.in. na tak znanych imprezach, jak Creamfields, Mayday, czy Audioriver. Stał za projektem Justyny Steczkowskiej „Maria Magdalena”. I tak dalej…

Rozmawiamy o czasie, rytmie i zegarkach, które towarzyszą mu w pracy oraz poza sceną. To rozmowa o wyborach - świadomych, dopasowanych do stylu życia i charakteru.

Aeon: Twoja muzyka opiera się na precyzyjnym timingu. Czy zegarek ma dla Ciebie podobne znaczenie?

JRK: Coś w tym jest! Nigdy nie patrzyłem na to z tej strony, ale gdy tylko zwróciłeś na to uwagę, to okazuje się, że to bardzo trafne spostrzeżenie (śmiech). Zdecydowanie tak. W muzyce elektronicznej wszystko opiera się na czasie - na pulsie, strukturze, wyczuciu momentu. Zegarek jest dla mnie naturalnym przedłużeniem tego myślenia. Nie chodzi tylko o sprawdzanie godziny. Chodzi o świadomość rytmu dnia, ciągłego podążania za headem (w nomenklaturze produkcji muzycznej headem określa się pionową linię, która wskazuje aktualną pozycję dźwięku na osi czasu - przyp. red.), podróży, pracy w studio, czy nawet przemijania.

Aeon: Jakie cechy musi mieć zegarek, żebyś uznał go za „swój”?

JRK: Ciężko o jednoznaczną odpowiedź. To trochę tak jak z kobietami - gdybyś zapytał mnie o mój konkretny gust, to nie jestem w stanie Ci go precyzyjnie opisać, o czym zresztą może świadczyć wizualna i charakterologiczna różnorodność moich byłych partnerek (śmiech). Po prostu to czuję. Z pewnością pociąga mnie minimalizm, charakter, czytelność lub projektancka „idea”. Lubię rzeczy nietuzinkowe, unikatowe, nieraz pociągają mnie niewidoczne na pierwszy rzut oka detale lub elementy, które traktuję jako intymne, czyli takie, które zarezerwowane są tylko dla mnie, jak np. tylna pokrywa koperty, tzw. dekiel. To element, który nie jest wyeksponowany „dla wszystkich”, ale wyczekiwanie momentu, gdy będę z nim obcować, np. podczas odkładania go celem spoczynku w rotomacie; sama świadomość, że tam jest coś fajnego - już nawet tylko to może zadecydować, że poczuję, że to „mój” zegarek. To trochę tak, jak mieli Steve Jobs z Jonym Ive - jarały ich niektóre szafy nie dlatego, że były nad wyrost piękne, ale dlatego, że miały idealne wykończenie z każdej strony, nawet tej, która na stałe „sklejona” jest ze ścianą i zobaczysz ją praktycznie jedynie przy przeprowadzce. Ale sama świadomość, że to tam jest, że ktoś zadał sobie trudu, by wykonać dla Ciebie piękny przedmiot, to już jest dla mnie wartość sama w sobie.

Aeon: A zegarek sceniczny? Inny niż ten na co dzień?

JRK: Na scenie stawiam na czytelność i wyrazistość. Czasami również funkcjonalność, choć o tę trudniej w przypadku klasycznych zegarków „analogowych”. Kontrastowa tarcza, dobra luminescencja, pewne zapięcie. W klubie światło bywa kapryśne, tempo intensywne. W takich przypadkach zegarek staje się bardziej narzędziem niż ozdobą.

Aeon: Co cenisz w mikrobrandach dostępnych w Aeon?

JRK: Autentyczność, innowacyjność, jakość. Lubię marki, które mają swoją historię i konsekwencję estetyczną. To właśnie brandy dostępne w Aeon cechują się dbałością o detale, które tak bardzo sobie cenię. Wybierając zegarek, szukam czegoś, co pasuje do mojego trybu życia - podróży, pracy nocą, równowagi między techniką, a emocją. W większości przypadków mikrobrand da Ci to, czego na próżno szukać w masowych produkcjach - indywidualizm, unikatowość, dbałość o szczegóły, brak ślepego podążania za trendami, które jak wiemy nierzadko są wynikiem poszukiwania kontrowersji „na siłę” lub po prostu polegania na zdaniu większości. Od zawsze, zarówno prywatnie, jak i zawodowo, ciągnęło mnie „pod prąd”, szukałem i szukam możliwości upustu swoich emocji za pomocą nietypowych środków wyrazu. Piękny, zwracający uwagę zegarek, o precyzyjnym mechanizmie na którym mogę polegać, to jeden z takich środków. Dlatego cenię sobie zakupy u Jarka, gdyż rozumie moje potrzeby, zawsze celnie odczytuje moje zainteresowania i gust oraz cierpliwie znosi moje niezdecydowanie, gdy wybór okazuje się zbyt duży. Warto również dodać, że nigdy wcześniej nie czułem się tak „zaopiekowany” pod względem różnego rodzaju customowych zachcianek, gdyż Jarek często stanowi pomost pomiędzy moimi pomysłami, a możliwościami wytwórczymi mikrobrandów. Efektem tego jest moja prywatna kolekcja mniej lub bardziej personalizowanych czasomierzy, które w ogóle nie są dostępne w masowej produkcji. Nie wyobrażam sobie, by coś takiego było możliwe do osiągnięcia u mainstreamowych dystrybutorów.

Aeon: Jaką radę dałbyś komuś, kto kupuje pierwszy „poważny” zegarek?

JRK: Nie kupuj trendu. Kup coś, co rezonuje z Tobą. Rozejrzyj się, pomyśl, zaufaj intuicji i swoim odczuciom. Podświadomość to „procesor”, który jest o wiele potężniejszy, szybszy i bardziej trafny, niż świadomość, a jedyna forma komunikacji pomiędzy tymi dwoma światami, to właśnie przeczucia. Jeśli więc zobaczysz zegarek i coś poczujesz - zainteresowanie, chęć głębszego poznania, to jest właśnie to, to jest „Twoje”. Nie szukaj poparcia wśród innych, w końcu to przedmiot dla Ciebie. Będzie zespolony z Tobą, dotykając Twojej skóry, w pewien sposób również określając Cię i wysyłając wiadomość do świata - „to jest moje, podjąłem taki wybór, to ten przedmiot jest teraz ze mną”. Zegarek to coś, co będzie Ci towarzyszyć w zwykłych dniach, jak i w ważnych momentach. To przedmiot, który zawsze czeka na Twoje spojrzenie, jest dla Ciebie kiedy tylko masz ochotę świadomie z nim obcować - a w innych momentach po prostu odlicza dla Ciebie czas, jak i wizualnie zaczepia wszystkich dookoła. Nie pozwól, by to było coś, co po prostu w danej chwili jest modne, niech to będzie coś, co stanowi przedłużenie Twojego „ja”. Jeśli po kilku miesiącach od zakupu nadal patrzysz na dany zegarek z satysfakcją, to znaczy, że wybrałeś dobrze.